czwartek, 9 stycznia 2014

Technologia OLAP dla analityków (2)


Geneza technologii OLAP i …Tabeli Przestawnej

W pierwszej części „Kłótni …”, która to część była w istocie wprowadzeniem do trudnych (ale bez przesady, wszystko to jest dla ludzi), informatycznych problemów technologii OLAP, opisaliśmy dobroczynne funkcjonalności Tabeli Przestawnej dla analityków.

To punkt wyjścia do rozważań o technologii. Żeby dobrze zrozumieć jej sens, najlepiej prześledzić, po co i jak ta technologia się rodziła.

Tabelę przestawną wynalazł Amerykanin z Cambridge, Massachusetts,  Salas Pito na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Zauważył on, że znajdująca się w arkuszu elektronicznym tabela danych, jeśli ma odpowiedni układ, jest gotowym wzorcem danych do analizy. Analizę można przeprowadzać przez m a n i p u l o w a n i e  czyli - przenoszenie myszką w odpowiednie miejsca nazw kategorii, co jest najszybszym sposobem zmiany modelu analizy.

Koncepcja Pito została przez firmę Lotus wdrożona na platformie Windows w 1993 roku w arkuszu elektronicznym 1-2-3. Niedługo potem, Microsoft opracował swoją implementację tabeli przestawnej do Excela w wersji 5.

Od chwili swego powstania, tabela przestawna przeszła burzliwy rozwój i okazała się dużo bardziej efektywnym narzędziem analizy, niż języki definiujące modele danych, które były żmudnie tworzone przez ostatnich 20 lat.

Powtórzmy:
Tabela Przestawna służy do:
·        wieloaspektowej, wielowymiarowej i hierarchicznej analizy 
·        wszystkich dostępnych cech 
·        pewnego zbioru faktów.
Specjalista od inteligentnego klikania myszą może więc w ciągu paru minut uzyskać jeden z kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu wariantów – kombinacji cech faktów opisanych sumami wartości ich miar dla tych faktów.

Pozostał problem z efektywnym wprowadzaniem danych do arkusza. Na początku w wielu firmach wprowadzano je po prostu ręcznie. To było jednak nie do zaakceptowania. 

I tutaj zaczyna się ta "całkiem inna bajka".

I co z technologią OLAP, tą rzekomo całkiem inną bajką?

W tym samym czasie, czyli w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku rozwijała się koncepcja hurtowni danych oraz ich wielowymiarowa analiza.  Prowadzona przy pomocy skomplikowanych metod, potężnych maszyn liczących i ogromnych nakładów finansowych, na które stać było tylko bogate firmy.
Przynosiło to jednak korzyści usprawiedliwiające wielkie przedsięwzięcie.

Technologia OLAP to po prostu metody, techniki i narzędzia pozyskiwania danych. Po co?
Do analizy. W tabeli przestawnej. Analizy danych „uszlachetnionych”, odpowiednio skompresowanych i zdatnych do bezpośredniego „spożycia” w dalszym procesie – procesie analizy.

Nie tylko w tabeli przestawnej. Nawet nie tylko w Excelu. W Excelu można te dane analizować na najróżniejsze sposoby. W architekturze SOA. Lub w architekturze MOA (błota). Elastycznie, szybko, skutecznie. To jest Excela przewaga konkurencyjna. I źródło zgryzoty producentów systemów raportujących bi – aj. 
Ale skupmy się teraz na głównym nurcie. Od OLAPu do TP.

Technologia OLAP to właśnie skojarzenie tych dwóch wynalazków: hurtowni danych i tabeli przestawnej.

W końcu dwudziestego wieku Tabela Przestawna została  uzupełniona, można powiedzieć – obdarzona - zaawansowanym, najnowocześniejszym na owe czasy oprogramowaniem, całą technologią, która służy zasileniem tejże Tabeli w zawsze aktualne fakty, bogate w atrybuty i miary.

Spotkały się dwie bajki, które były bajkami niedoskonałymi i złączyły się w bajkę – światowy hit.


Ale pamiętajmy: Tabela Przestawna jest pointą tej nowej bajki. Jej bajka otworzyła tamę do burzliwego rozwoju analizy i jest teraz źródłem innych, już nie tak pasjonujących, przynajmniej dla analityka, ale za to bardzo intratnych dla ich autorów bajek. 
Dla nowych bajkopisarzy, którzy swoje bajki promują.

Ale to jeszcze nie koniec!

poniedziałek, 28 października 2013

Studia specjalistyczne analityków biznesowych. Teoria i praktyka (część 3)

Praktyka, praktyka …

W praktyce - charakteryzuje nas (współautorów Studiów) pewne zacięcie „ewangelizacyjne” wśród „pogan”*, którzy nie tylko uparcie nie chcą się „nawrócić”, ale jeszcze obrzucają nas obelgami.

Ta reakcja z jednej strony nas umacnia. Zawsze to lepsze, niż obojętność. Z drugiej, rodzi potrzebę potwierdzenia, że idziemy słuszną drogą. Myślimy … i korygujemy. Ewentualnie. Na razie tylko korygujemy wykonanie. Nie korygujemy podejścia. Podejście pogłębiamy.

Dlatego teraz opiszę pierwsze doświadczenia z konfrontacji naszych idei w realu, nie w Internecie.
Po kolei.

Uczestnicy

Uczestnikami pierwszej edycji studiów byli w przeważającej części (ponad połowa) pracownicy działów analiz i controllingu dużych, międzynarodowych firm, znanych na całym świecie. A z tej grupy - przeważająca część - to światowe korporacje z kapitałem europejskim, amerykańskim i dalekowschodnim.

Z jednej strony – to trochę smutno, bo zbyt kosmopolitycznie. Prestiżowo, ale – w tym prestiżowym towarzystwie, za mało swojsko. Jak na mój gust. Na pocieszenie - z tych najbardziej ambitnych - nie największa – jedna firma z kapitałem polskim. Jaskółka.

Ale ze strony drugiej – tym lepsza nasza referencja. Właśnie oni, pracownicy międzynarodowych korporacji i ambitnych, nowoczesnych firm walczących o rynki na całym świecie, zlecieli się, niby szpaki na dojrzałe wiśnie – na zajęcia „MS Excel w controllingu, dla zaawansowanych”.

A na pytanie – „kto ma w pracy ten wspaniały system na literę S albo na literę O?” - las rąk.

Na drugie pytanie: „No to czego wy tu szukacie?” – pełen zrozumienia – śmiech. I od razu jesteśmy wśród swoich, wśród analityków i controllerów.

Poziom kultury informatycznej wśród uczestników

Poziom wiedzy o Excelu oraz o metodach analizy biznesowej przy użyciu tego narzędzia, sądząc z naszego, wieloletniego doświadczenia dydaktycznego – solidnie powyżej średniej.

Jakiś uczestnik wydaje się nawet nie potrzebować żadnej nowej wiedzy o funkcjonalności Excela. Ma braki w SQLu i czeka, aż przestaniemy nudzić o Excelu. Kilka osób potrafi  zrobić standardową kwerendę.

Ktoś nawet zna coś więcej niż podstawy SQL-a i okazuje się pomocny w debugowaniu zdania SQL, które prowadzący uparł się, żeby działało. A nie chciało.

Percentyl 5% słuchaczy całej naszej działalności dydaktycznej.
Mimo to, a może właśnie dlatego, błyskawicznie uzyskujemy porozumienie z uczestnikami na gruncie naszego podejścia. Jeden z uczestników już na pierwszej przerwie podchodzi do mnie i mówi właściwie coś szokującego.

„Ja wiem, o co panu chodzi. Pan zmierza do zorganizowania środowiska wokół Excela w optymalną architekturę”.

Dlaczego ta wypowiedź tak mnie zaszokowała? Ponieważ tematem zajęć nie była żadna architektura. Nie puszczałem żadnych slajdów. Nie „teoryzowałem”. Nie użyłem ani razu słowa „architektura”. Po prostu prowadziłem zajęcia tak, żeby uczestnicy sporządzili raport uwzględniając uniwersalne formuły, zasilane danymi. Taki raport, który będzie żył długo. Aż do zmiany jego struktury i funkcjonalności. Aż do zmiany modelu biznesowego, który za nim stoi. 

Nowe dane i nowe wartości raportu – w odległości dwóch kliknięć.

Opinia jednego z uczestników

To wypowiedź nie pierwsza, ani pewnie nie ostatnia…
Mój rozmówca, poproszony o krótką pisemną ocenę zajęć, pisze maila.

Oto obszerne fragmenty:
„(pełnię) funkcję specjalisty ds. controllingu i analiz biznesowych. Wcześniej realizowałem zadania, będąc odpowiedzialny za controlling grupowy. Firma (…) zatrudnia ponad 1000 osób, (… )należy do grupy … – łącznie 10 zakładów na świecie.

(…) Uważam, że zajęcia spełniły (przynajmniej w moim przypadku) jedną bardzo istotną funkcję – uświadomiły mnie, że architektura „bałaganu” nie jest jedyną opcją, choć myślę, że niestety jeszcze przeważa w działach analitycznych. Zacząłem się zastanawiać, jakie są przyczyny tak złego stanu? Nasunęły mi się następujące odpowiedzi:

1)      Brak kształcenia w takiej materii – w większości uczymy się technik (VBA, SQL itp.), niestety sama technika bez funkcjonowania w „optymalnym” środowisku nic nie zmieni;

2)      Dane źródłowe – obserwując swoje „podwórko” dostrzegam, że około 30% danych pochodzi ze źródeł zewnętrznych (raporty o konkurencji, dane z artykułów branżowych, raporty organizacji zrzeszających innych producentów itp.). (…)

3)      Ludzka psychika – Pracując 4 lata w działach analitycznych dostrzegam takie oto zachowanie: pojawiają się dane (…) źródłowe (tzw. INPUT) oraz (…)
oczekiwania (najczęściej przełożonych, bądź standardy grupowe) co do formy wyjściowej (tzw. OUTPUT).
Analityk (ponieważ zwykle walczy z czasem) pragnie jak najprędzej wykonać najgorszą rzecz, która rzuca go w opisane „błoto”:
Tworzy linki, przekleja, ręcznie przerabia. Efekt: straty czasu i moim przypadku moralny kac, że chyba istnieje jakieś wyjście z tego „błota”. Analitykowi brakuje warstwy pośredniej (może nie tak pięknej, ale bogatej w zasoby), nazwanej przez Panów DMA;
Pamiętam moją reakcję po wyjściu z sali w pierwszym dniu zajęć – było mi wstyd, że w tak małym stopniu wykorzystuję sposób postępowania pokazany przez Pana. Myślę, że na dzień dzisiejszy ok. 30% moich analiz jest realizowanych zgodnie z SOA.
Znowu zadałem sobie pytanie  – dlaczego? Przecież znam techniki (dobrze poruszam się w arkuszu, znam elementy VBA i SQL).
Niestety prawda jest okrutna: zwykle wybieramy proste rozwiązania nie wymagające myślenia. Działanie zgodne z SOA wymaga najpierw przemyślenia tematu – efekty są później zdumiewające. Kojarzy mi się to z manewrem wyprzedzania na drodze – jest on ryzykowny, najpierw musimy wykonać szereg czynności – odpowiednio się przygotować, ale w efekcie możemy jechać szybciej, zamiast całe życie „przeklejać” dane.
Zatem perspektywy zastosowania architektury SOA w mojej praktyce zawodowej są ogromne. (Podkreślenie KR)
Muszę tylko potraktować to jako formę inwestycji, której na początku zawsze ponosi się większe koszty, niż przychody. Myślę, że rozpocznę moją przygodę od zbudowania własnych „hurtowni” danych (szczególnie w przypadku danych zewnętrznych). Czas aby słowa: parametr, miara, słownik itd. częściej były wypowiadane przez analityków ...

Chciałbym aby relacja 30 % SOA / 70% „błoto” była w moim przypadku odwrotna. Uważam, że podejście SOA stanowi drogę, po której kroczą najlepsi w branży. Z pewnością warto wkroczyć na taką drogę, zbliżając się powoli do "optimum", o którym każdy analityk pewnie "pod skórą czuje", że istnieje.
Dziękuje Panie Krzysztofie za wywołanie u mnie „niesmaku” do architektury „bałaganu”.

Koniec cytatu mojego słuchacza.

Pierwsze wnioski

Nie jest to jedyna wypowiedź. Dysponuję innymi. Mam np. jedną wypowiedź krytyczną o zajęciach (w duchu konstruktywnym :) ) osoby nie tylko krytycznej, ale bardzo kompetentnej, w której pada jednak zdanie (zapewne na pociechę) o naszym  „nowym podejściu”.

A więc to rozstrzyga! Nasz odcisk palca, to nie pokazywanie nawet najbardziej nieznanych skrótów klawiszowych, funkcji i funkcjonalności. Bez tego daje się żyć. Można przecież to zawsze wyszperać w ogromnej bibliotece excelowej. W księgarniach tradycyjnych, internetowych i w bazach wiedzy.

Nasze pierwsze doświadczenie jest takie, że im wyższy poziom wiedzy i umiejętności analizy prezentował uczestnik, tym szybciej i pełniej doceniał nasze „nowe podejście”.

To, czego brakuje, to wizja procesu informatycznego skonstruowanego w środowisku informatycznym  – z integralnym składnikiem – Excelem. 

To podejście: architektura „optymalna”, której konkretną propozycję sformułowaliśmy i którą ćwiczymy na zajęciach - zostało zgodnie przyjęte, jako "nowe".

Myśmy tak właśnie to widzieli. Jeśli byśmy się zniechęcali wypowiedziami recenzentów *, to nasi uczestnicy nie to, że nas uspokoili. Oni nas zobowiązali, żeby to podejście przedstawiać, rozwijać i doskonalić.

Musimy nauczyć naszych słuchaczy nie – Excela, VBA lub SQLa. Musimy ich nauczyć podejścia, jak organizować te i inne narzędzia i umiejętności - w proces analizy umieszczony w „optymalnej” architekturze środowiska informatycznego. Wiecie jakiej. SOA. :)

Zakończenie: Podejście procesowe


Podejście „procesowe” do analizy w Excelu wymaga wypracowania:

1) koncepcji tego procesu (co się będzie kryło pod „dwoma kliknięciami”),
2) architektury środowiska: (kluczowe składniki i ich wzajemne relacje, z Excelem, integralnym składnikiem środowiska a nie marginalizowanym wyrzutkiem) ,
3) założeń działania na platformie analizy, by ten proces realizować i wykorzystać jego atuty (kompetencje analizy na platformie)

Jeśli uważnie przeanalizujemy te warunki, stanie się oczywiste, że żaden specjalista BI, informatyk ani pyszny z powodu swoich kompetencji ale bezmyślny metodologicznie power – user nie pomoże analitykowi. Analityk musi sam sobie pomóc.

Edycja II studiów trwa. Będziemy raportować.

-------------------------------------------------------------------------------------

* ”Poganie” czyli:
·        tzn. „profesjonaliści” spod znaku BI – czyli:
o   konsultanci,
o   prezenterzy na pokazach perswazyjnych o wyższości BI nad resztą świata,
o   informatycy
·        oraz różne osoby dumne z powodu przebywania w tak wytwornym towarzystwie, zwani w literaturze wdzięcznym terminem „pożyteczni idioci”
a nawet
·        inne trolle z cenzusem i z profesjonalnymi profilami, 
z    z których niektórzy, co bardziej zawzięci przedstawiciele, sprowokowani lub nie, wykazują zadziwiającą agresję posuwając się do szczawiowej frazy(„kłamstwo i pie…!”), okazując pogardę („fałszywy specjalista”) lub lekceważenie („wynalazek koła”). 

środa, 28 sierpnia 2013

Studia specjalistyczne analityków biznesowych. Teoria i praktyka (część 2)


Kompleks Informatyczny - etiologia

Dalszy ciąg refleksji po zakończeniu pierwszej edycji studiów podyplomowego „MS Excel w controllingu dla zaawansowanych” (EXC) ze szczególnym uwzględnieniem bloku - Informatyczny Warsztat Controllera (IWC).

Sformułowany w pierwszej części niniejszego cyklu cel dydaktyczny Informatycznego Warsztatu Controllera (eliminowanie informatycznego kompleksu u słuchaczy Studiów), wymaga bliższego wyjaśnienia.

Na kompleks ten składają się trzy charakterystyczne cechy często spotykane u przeciętnego analityka/controllera.

1.       Excelioza, czyli zaawansowane, lecz nieoptymalne, a więc nieprofesjonalne i prowadzące do problemów, użytkowanie głównego narzędzia analizy - Excela

2.       Bariera danych, czyli
a.       Braki w wiedzy o strukturze danych oraz o języku ich opisu i manipulacji
b.      Braki w umiejętnościach posługiwania się danymi do analizy i controllingu, ze szczególnym uwzględnieniem współczesnych baz danych
oraz

3.       Bariera informatyki, albo Alienacja informatyczna, czyli
a.       Trudności w porozumieniu się z profesjonalnymi informatykami, a zwłaszcza brak umiejętności stawiania im zadań i rozliczania z ich wykonania
b.      Niski stopień rozumienia natury procesów informatycznych, a zwłaszcza ich składników i struktury, czyli architektury środowiska informatycznego wspierającego analityka.
Skutkuje to:
c.       powstaniem wspomnianej bariery między specjalistami od rozwiązywania merytorycznych zagadnień a wspomagającymi ich informatykami.
d.      trudnościami z włączeniem się analityka/controllera w obieg informacji,
e.      poczuciem obcości wobec infrastruktury informatycznej, teoretycznie stworzonej dla jego potrzeb.

Kompleks informatyczny – diagnoza

Pokonanie opisanego kompleksu, ze szczególnym uwzględnieniem tych dwóch barier,  jest kluczowe dla rozwiązania ważnych problemów analizy/controllingu.
Czy informatycy, jako wspierający analityków "konsultanci",  są w stanie tu coś pomóc? Niestety, niewiele.

Informatyk słabo rozumie zagadnienia merytoryczne controllingu i analizy biznesowej a zwłaszcza praktyczne wymogi ich modelowania i rozwiązywania (np.zmian w modelu rozwiązania w "rytm biznesu").
Naturalną specyfikację problemu w Excelu ("standard przemysłowy"!) rozpatruje wyłącznie pod kątem potrzeb projektu informatycznego. Problemy analityka z profesjonalizacją tej "specyfikacji" nic go nie obchodzą.
Mało tego. Dostrzegane przez niego "naiwności" rozwiązania "exceliotycznego" bierze za ich cechę wrodzoną.
"Excel, excelioza", wiadomo!"
I faktycznie, owa "specyfikacja", obarczona błędem "exceliozy", pozostawia wiele do życzenia.
Ale, paradoksalnie, informatyk słabo zna Excela, więc mimo świadomości niedostatków specyfikacji, sam nie umiałby jej sprofesjonalizować.

Z drugiej strony jest pozbawiony kompleksów, za to pełen zawodowej pychy, poczucia fachowości, a nawet wyższości w stosunku do swoich „klientów”,  którzy nie rozumieją „podstawowych rzeczy”.

Sam zaś rozumie tylko język algorytmów i schematów. W skrajnych wypadkach – wymaga specyfikacji problemu „w narzędziu”, czyli na platformie jakiegoś systemu generowania raportów. Które to narzędzie potrafi później generować  schematy i algorytmy .

Firmy wspierające analizę i controlling wysyłają więc „konsultantów”, którzy pełnią rolę tłumaczy z „controllingowej exceliozy” na „informatyczną grypserę”.
Pierwszej nie rozumieją informatycy, drugiej - controllerzy.
Łańcuszek procesu tradycyjnego rozwiązywania powstających problemów się wydłuża. I podraża.

Skutek jest zawsze ten sam:
Informatycy umacniają się w przekonaniu, że problem muszą rozwiązać „po swojemu” a analityk po „niezdarnym” wytłumaczeniu konsultantowi „o co chodzi”, raczej przeszkadza niż pomaga.
Systemy informatyczne wspierające analizę/controlling słabo korespondują z wymaganiami a w każdym razie niemal zawsze są spóźnione w stosunku do zmieniających się potrzeb.
A analitycy? Ratują się … exceliozą.

Kompleks informatyczny – propozycja terapii

Jakie jest wyjście?  Są dwa.
          a) Niektórzy będą twierdzić, że – wyjściem jest (dalsze) usprawnienie procesu informatycznego
     b)  My twierdzimy, że jedynym wyjściem jest usprawnienie procesu analizy w Excelu. Z Excelem w  roli głównej.  
Zaprojektowanie procesu zintegrowanego z danymi i z infrastrukturą informatyczną. 
Pokazanie analitykom/controllerom drogi do tajemniczego i pozornie nieprzystępnego świata informatyki. Drogi, której szukają trochę po omacku. Którą wreszcie rozpoznają, jako prowadzącą do ICH celu.

Pokazanie im, że – „to takie proste!”

Prawidłowo skonstruowany proces analizy w Excelu, oprócz wartości użytkowej, może być – prototypem znacznie sztywniejszego, ale prostszego w obsłudze i rozpowszechnianiu, rozwiązania na platformie jakiegoś systemu raportującego. Łatwego do prowadzenia „polityki informacyjnej” i „polityki bezpieczeństwa”. Abstrahując od ich złudnej skuteczności i bezalternatywności.

Jesteśmy wprawdzie przekonani, że dobrze skonstruowany proces analizy na platformie Excela, wspomagany oprogramowaniem zintegrowanym z platformą Excela właśnie,  będzie wypierać  tradycyjne rozwiązania informatyczne.

Ale to już inna historia.
To sprawa rozpowszechnienia powszechnej praktyki na przypadki wielkich korporacji, gdzie Excel króluje, ale "jakby" - "nielegalnie".
Ale początek, powinien być zawsze taki: Najpierw prototyp w Excelu. Według reguł sztuki.

I właściwie „prawie” jest. Niestety obarczony brzemieniem kompleksu informatycznego analityków. W exceliozie i przy pomocy przeklejek. W wersji zaawansowanej, zautomatyzowanych. Nie prototyp, tylko prowizorka. Najtrwalsze rozwiązanie we wszechświecie. Wymagające wiele żmudnej, nikomu niepotrzebnej roboty za każdym razem.  
Raz na tydzień, zamiast raz na zawsze.

Wnioski

Diagnoza jest oczywista.
Istnieje poważny problem na styku analityk/ controller jako użytkownik systemów wspierających proces analizy z jednej strony i  „informatyk wspierający” z drugiej. Jedną z jego przyczyn jest kompleks informatyczny aktorów procesu analizy/controllingu.

Pokonanie kompleksu informatycznego jest zadaniem dla analityka/controllera. Nasze doświadczenia w tym zakresie są jednoznaczne. Nikt go tutaj nie wesprze ani nie zastąpi. Nikt nie jest w stanie mu pomóc . Żaden doradca ani konsultant. Tylko on sam. I my go do tego zadania przygotowujemy.

Następne odcinki Refleksji będą dotyczyć składników kompleksu oraz konfrontacji naszych zamierzeń z pierwszymi doświadczeniami dydaktycznymi.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Studia specjalistyczne analityków biznesowych. Teoria i praktyka. Część I

link do części drugiej

link do wniosków (część trzecia)

Refleksje po zakończeniu pierwszej edycji studiów podyplomowych „MS Excel w controllingu dla zaawansowanych” (EXC).

W czerwcu br. zakończyła się pierwsza edycja Studiów Podyplomowych dla analityków biznesowych zorganizowana w Katedrze Rachunkowości i Controllingu Przedsiębiorstw Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, z inicjatywy i pod kierunkiem dr Krzysztofa Nowosielskiego.
Z naszym skromnym współudziałem.
.

Refleksja o genezie Studiów

Koncepcja Studiów kojarzy się z podejściem amerykańskich szkół. W Stanach Zjednoczonych powszechnie korzysta się w procesie nauczania z praktyków, nawet odnoszących lokalne, byle konkretne sukcesy. Mój syn, który uczęszczał przez rok do amerykańskiej szkoły średniej, opowiadał, jako jedno ze swoich najciekawszych doświadczeń, zajęcia z właścicielem lokalnego supermarketu.

Cykl wykładów oraz wizji lokalnych w supermarkecie był pasjonujący, pouczający i pamiętny. Ja też dowiedziałem się o chwytach marketingowych współczesnego handlu. Sztuczkach z rozmieszczaniem towarów na półkach, zabawą w „chowanie” tego, co i tak kupią. Zasadą „okresowego przemeblowywania”, utrudniającą szybkie zakupy oczywistych produktów za to prowokujące nieplanowane zwiedzanie rejonów, gdzie leżą trudniej sprzedawalne, ale za to bardziej opłacalne dla właściciela sklepu, towary.

Uczniowie High School na amerykańskiej prowincji zapamiętali tę lekcję dobrze. Prowadzący wiedział, o czym mówi, bo stanowiło to jego źródło utrzymania i względnego bogactwa.

Nie wiem, czy my możemy się równać z nieznanym nam przedsiębiorcą, „człowiekiem sukcesu” z miasteczka w  zachodnim stanie USA. Ale, toutes proportions gardees – też jesteśmy praktykami. Dotąd wspomagaliśmy analizy biznesowe w firmach, szkoliliśmy analityków *, publikowaliśmy …
Mieliśmy też pewne doświadczenia dydaktyczne na uczelniach – organizujących Studia Podyplomowe i zapewniających sobie współpracę z praktykami.

Teraz, dzięki takiemu „amerykańskiemu” podejściu konkretnych naukowców z konkretnej polskiej uczelni, uzyskaliśmy szansę podsumowania praktyki i doświadczeń dydaktycznych w swego rodzaju autorskim fragmencie akademickich studiów. W dyskusji z akademikami uzyskaliśmy szansę współtworzenia jego formuły i programu.

Następnie mieliśmy udział w satysfakcji z dużego zainteresowania programem i produktem. Wreszcie mieliśmy przyjemność i zaszczyt prowadzenia zajęć na Studiów Podyplomowym „EXC” - klasycznym produkcie akademickim. Z naszym odciskiem palca.

Uzyskaliśmy szansę współtworzenia profilu zawodowego polskiego controllera, analityka biznesowego. Zgodnie z naszym wyobrażeniem, jak on powinien wyglądać.

Pierwsza edycja Studiów za nami. Mamy za sobą pierwsze doświadczenia realizacji naszej wizji. 
Zakończenie zajęć odbyło się we wspaniałej atmosferze, dającej satysfakcję niekłamanego uznania i poczucia dobrze (no może „prawie dobrze” J) wykonanej pracy.

A więc, bez fałszywej skromności, pierwszy sukces. 

Druga edycja już się toczy i daje nam okazję poprawić się z „prawie dobrze” na „jeszcze lepiej”. 

Trwa nabór na edycję trzecią**. 
Planowana jest wreszcie edycja produktu uczelni wrocławskiej w „jaskini lwa”, czyli w Warszawie (owa V - ta).

Proces dydaktyczny i jego „strojenie” - trwa. Proces strojenia dotyczy wykładowców. Ciągle się uczą... 
Także, last, but not least, jak najlepiej współdziałać z naszymi gościnnymi gospodarzami, tak otwartymi na współpracę z „chamami od klawiatury”, czyli praktykami.

W niniejszym, krótkim cyklu (proszę pilnować następnych odcinków!), chciałbym podjąć próbę zanotowania tych doświadczeń. Coś w rodzaju notatek na gorąco, chociaż teraz nieco ostygłych.

Dziś ….
.

1.     Ogólnie o koncepcji Studiów  „EXC”

Program Studiów powstał ze współpracy praktyków narzędzi analiz - z akademickimi wykładowcami – specjalistami controllingu przedsiębiorstw.

Naturalną rzeczy koleją rozpadał się na dwie części. Czy te części złożą się w spójną całość? Jakie są warunki spójności?

Przyjmijmy, że kurs „wiedzy i umiejętności controllera” składa się z kompletnej listy odpowiedzi na cztery pytania, jak rozwiązać problem controllingu w praktyce:
„Co?”, „Dlaczego?”, „Jak?”, „Gdzie?”.

Wszystkie cztery są obecne na każdych zajęciach, ale podczas zajęć z poszczególnych bloków są analizowane z różnym natężeniem.

Część merytoryczna Studiów skupia się na pytaniach: Co? i Dlaczego?
czyli na pierwszych dwóch pytaniach, ale siłą rzeczy nie może pominąć pozostałych dwóch. Głównym bohaterem są tu jednak zagadnienia merytoryczne.
To domena naszych kolegów – akademików. Jak słyszymy, udało im się świetnie (entuzjastyczne oceny uczestników!).

Przejdźmy więc na nasze podwórko. 
To Część warsztatowa (Informatyczny Warsztat Controllera – blok IWC) zajmująca się pozostałymi pytaniami: Jak? i Gdzie?

Głównym bohaterem zajęć są tu zagadnienia metod i narzędzi informatycznych.  A także umiejętności ich użycia w praktyce.
Oraz architektury, czyli zorganizowania środowiska analiz.

Tutaj z kolei, tytułem ilustracji, odwołujemy się do standardowych zagadnień merytorycznych, bliskich każdemu controllerowi.
.

2.     Cel dydaktyczny bloku IWC

Specyficznym celem dydaktycznym bloku programowego „Informatyczny Warsztat Controlllera”, który traktujemy, jako nasz wyróżnik, jest wyeliminowanie informatycznego kompleksu, na który cierpi większość controllerów i analityków biznesowych. Nie wyłączając tych najbardziej kompetentnych.

Warunki „uleczenia” informatycznego kompleksu są następujące:

Analityk …
Po pierwsze - ma niezbędne umiejętności użycia właściwych narzędzi we właściwy sposób. Użycia ich - do spotykanych w swojej praktyce problemów controllingu i analizy.
Po drugie - rozumie istotę innych, wspomagających go, nawet najbardziej złożonych procesów informatycznych. Rozumie je na tyle, żeby ocenić ich prawidłowość, wiarygodność i przydatność z jego punktu widzenia.
Po trzecie - powyższe umożliwia mu być nie tylko partnerem informatyka, ale wymagającym odbiorcą jego usług, rzeczowo formułującym założenia a następnie surowo i fachowo weryfikującym ich jakość.

O tym, jak nam się udało ( a czasem nie udało) ten cel realizować, napiszę w drugiej części moich refleksji.
.

3.    Jak potwierdzamy osiągnięcie celu przez uczestnika?

Odpowiednią rekomendację, w porozumieniu z Organizatorami, wydajemy na piśmie.
Oto wyjątek z naszej osobistej rekomendacji dla absolwentów studium, którzy wypełnili nasze wymagania. 

W szczególności uważamy, że :
1)      Jest on (absolwent przyp.KR) przygotowany do profesjonalnej analizy controlligowej przy pomocy standardowych narzędzi (MS Excel i inne)
2)   Potrafi zorganizować sobie właściwie:
a. własne środowisko informatyczne 
b. współpracę z firmową infrastrukturą informatyczną
Te umiejętności rekomendują go również na stanowiska kierownicze. 
W imieniu Spółki Autorskiej WG&KR
Wojciech Gardziński, Krzysztof Rumiński

Druga część cyklu
--------------------
*       Chodzi tu o szkolenia zamknięte, dedykowane, czasem o zmodyfikowanym nieco programie, .  Nie licząc setek pracowników najbardziej prestiżowych  firm na dziesiątkach szkoleń otwartych.

Jako wykładowcy firm szkoleniowych lub na własny rachunek, prowadziliśmy takie szkolenia na temat analizy biznesowej, przykładowo dla polskich oddziałów światowych firm: Deloitte, Gillette, Phillips, Man, Celsa, Cemex, Cargill,  ArcerolMittal, a także  w wielkich polskich firmach, jak Ciech, GUS, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Ministerstwo Transportu, banki, firmy produkcyjne i handlowe.

**  (Uwaga z dn.3.10.br. - zapisy zamknięte z braku miejsc. Edycja III rusza za chwilę. Trwają zapisy na edycję IV. W planie edycja V. Proszę sobie układać kalendarz!)

piątek, 14 czerwca 2013

Chamstwo jest duszą dyskusji


Chamstwo jako gombrowiczowska forma * 

Najpierw cytat z Chama:

Cytuję najpierw in extenso takiego mojego gościa, którego Opatrzność mi przeznaczyła. Nie zmieniam ani litery w jego tekście. Swój skracam, przeredagowuję, dla większej czytelności. Link do tekstu oryginalnego jest na początku. Trzeba jednak mieć konto na Golden Line’ie.

„tak jak pisałem... mitoman i stary pierdoła. Podsumujmy te fefnaście tysięcy znaków:
- SpOA nie doczekała się praktycznego wdrożenia
- Gardziński i Rumiński nigdy nie widzieli dużej korporacji (nie mówiąć o tych F500). Ich lista referencyjna wyraźnie wskazuje na to z kim pracowali
- Tandem wyciągaswoje wnioski na podstawie szkoleń z MS Excel i narzekań ciotek-klotek (głównie z firm po PRL-owskich. Z firm tych tandem również jest wykopywany na zbity pysk natychmiast po przejęciu)
- Tandem specjalizuje się w odkrywaniu pojęć i rozwiązań, które istnieją od dawna
- od 18 lat rewolucyjny produkt i rewolucyjna architektura znajdują zastosowanie jedynie tam gdzie MS Excel służy jako jedyne rozwiązanie. Produkt jest totalną klapą runkową”

Kursywą cytuję fragmenty tekstu Chama, do których się odnoszę.

A teraz moja odpowiedź:

(…) odpowiem wyjątkowo Nadwornemu Chamowi. Swoją „szczawiową frazą” zrobił ciekawe podsumowanie, które daje okazję, żeby mu przeciwstawić moje.

„tak jak pisałem... mitoman i stary pierdoła. Podsumujmy te fefnaście tysięcy znaków:”

Nowa Kultura Korporacyjna :)

„-(1) SpOA nie doczekała się praktycznego wdrożenia
- (2) Gardziński i Rumiński nigdy nie widzieli dużej korporacji (nie mówiąć o tych F500). Ich lista referencyjna wyraźnie wskazuje na to z kim pracowali
(3) Tandem wyciągaswoje wnioski na podstawie szkoleń z MS Excel i narzekań ciotek-klotek (głównie z firm po PRL-owskich. Z firm tych tandem również jest wykopywany na zbity pysk natychmiast po przejęciu)”

ad (1) SOA jest koncepcją nową, więc (w "kanonicznej formie") nie doczekała się jeszcze wdrożenia. Ale jej elementy kształtowały się stopniowo w ciągu kilkudziesięciu lat praktyki. I zostały sprawdzone pozytywnie. Teraz kolej na realizację SOA w całości. Będą wiadomości...

Dochodzę pomału do wniosku, że koncepcja SOA nie jest wcale taka prosta. Jak dla kogo...
To minimalizuje ryzyko, że ją nam ukradną :)

SOA jest czym innym niż nasz produkt - AFIN. Który faktycznie, jest produktem dojrzałym, sprawdzonym w bojach od wielu lat. Teraz w nowej odsłonie, jako Afin.net.
Ofensywa będzie i klapa nie jest przesądzona :)

ad (2)
a) Jesteśmy doświadczonymi specjalistami analizy biznesowej prowadzonej standardowymi narzędziami, używając niestandardowych umiejętności i oryginalnych koncepcji.
Nie zaprzeczam, że ja osobiście, zaczynałem od pracy w firmach PRL-owskich. (…)

b) Fakt: nigdy nie pracowaliśmy w kołchozie, zwanym „dużą korporacją”. Ale współpracowaliśmy z największymi. Nas tam zapraszali, nie - wpuszczali. I płacili. I dalej płacą. „Nasi ludzie” zaś zdobywali pozycję cenionych analityków również w korporacjach z listy F500. Zawdzięczali to swoim zdolnościom i wiedzy. Część tej wiedzy, właśnie związanej z prezentowaną tu koncepcją uzyskali u nas.

ad (3)
Do koncepcji SOA potrzebne nam były (ale tylko, jako uzyskanie psychologicznego przełomu) dopiero "narzekania" analityków z korporacji z listy F500 :) A na szkoleniach proponujemy rozwiązania, które często okazują się dla uczestników (żeby nie używać "przesadnych" określeń) - przydatnym w ich pracy podejściem.

To nas umacnia w przekonaniu, że sugestia, iż w korporacjach obowiązują inne, lepsze zasady niż w "firmach peerelowskich" ma dość słabe podstawy. I to JEST odkrycie, prawda?

Tytułem przykładu: Oto tryumfalny cytat z "case'u wdrożenia", wybrany przeze mnie z podrzuconych mi przez innego dyskutanta:

"Zwiększyliśmy świadomość (podkr.moje) przyczyn powstawania kosztów, gdyż teraz koszty te są porozbijane na poszczególne ośrodki decyzyjne, a każdy Dyrektor Biura ma możliwość bieżącej kontroli tych kosztów"

Dla mnie, po prostu, trąci myszką. Jest za to przedmiotem podziwu nowych wykształciuchów. :)

Taką "świadomość" zdobywały lata temu „peerelowskie firmy”, jeśli dostawały porządny system finansowo-księgowy.

To mnie umacnia w przekonaniu, że większość BI-Ajów to po prostu bardziej lub mniej udane generatory raportów. Z zabetonowaną przez obłędne „koncepcje uprawnień” strukturą bazy danych.

A Cham swoje:
„- Tandem specjalizuje się w odkrywaniu pojęć i rozwiązań, które istnieją od dawna
- od 18 lat rewolucyjny produkt i rewolucyjna architektura znajdują zastosowanie jedynie tam gdzie MS Excel służy jako jedyne rozwiązanie. Produkt jest totalną klapą runkową”
( … )
Proszę zwrócić uwagę na wytłuszczoną (przeze mnie) tezę Chama.
Jest akurat dokładnie odwrotnie. Jeszcze do tego wrócę, kontynuując „wątek praktyki”, (…).

Od wielu miesięcy wyjaśniam, jaka była geneza koncepcji. (…)
Cytuję fragment publikacji na temat SOA, którą podlinkowałem pół roku temu na tym wątku:

„Niniejsza publikacja jest skutkiem kilkuletniej pracy nad rozwinięciem, uściśleniem i ogłoszeniem nowego paradygmatu architektury środowiska analiz biznesowych. I jest adresowana szczególnie do analityków dużych firm.”

Nie jest to „mitomania”, tylko fascynujące doświadczenie, iż coś - odkryte „w garażu”, okazało się przydatne w wielkiej korporacji.
A nawet wpływa korzystnie na karierę kogoś, kto te koncepcje rozumie i wdraża, jest samodzielny i oryginalny.

Bo nie wystarczy coś zrozumieć. Jeszcze trzeba pomyśleć. Ten wątek (na Golden Line - przyp.KR) jest okazją dla czytelnika, który w wielkiej korporacji chce wypłynąć! :)

Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się ogłosić naszą koncepcję. Ze względu na podlinkowany case z firmy z listy F500. Bo się okazało, że „koncepcje z garażu” stają przedmiotem szkoleń w zagranicznych oddziałach korporacji, jako koncepcja wypracowana w polskim oddziale.
Może to nie jest coś wielkiego, godne nagrody Nobla.(…)
Koniec mojej wypowiedzi w TEJ "dyskusji".

Nadwornemu Chamowi zawdzięczam okazję do wyjaśnienia genezy koncepcji i uściślenie informacji o naszym doświadczeniu ze współpracy z korporacjami (nie z jedną) z listy F500.

Podziękować.

-----------------------------------------
* Zaobserwowałem godne uwagi zjawisko: czasem ciekawe zarzuty są formułowane w nieciekawej formie.

Wyznaję zasadę, że wypowiedzi poniżej pewnego poziomu się nie komentuje.

Brak szacunku dla rozmówcy wyklucza dialog, bo wówczas istnieje prawdopodobieństwo bliskie pewności, że żadne argumenty "broniącego" do "atakującego" nie trafią. „Atakujący” zakłada bowiem z góry "wyższość intelektualną i moralną", więc przekonanie się o pomyłce byłoby autokompromitacją. 
I tak zatrzaskuje pułapkę zastawioną … na samego siebie.

Mówicie, że to off-top na blogu o Excelu?
Chwileczkę, to tylko niezbędne wprowadzenie. Musiałem się odciąć zdecydowanie od nieakceptowalnej formy, obelg i obraźliwych spekulacji.

Ale te same wątpliwości można przecież było zgłosić w formie parlamentalnej.
Mam nadzieję, że moje „tłumaczenie się”, spełni również formę tłumaczenia z chamskiego na polski.

środa, 22 maja 2013

Punkt wyjścia do rozważań o architekturze SOA

Na moim wątku o architekturze SOA, na Golden Line, po pół roku dyskusji, padło pytanie o 
Punkt odniesienia dla architektury SOA

To mnie zaskoczyło, bo uważałem, że zostało to jasno opisane we 
wpisie startowym. Podobne pytanie już padło i odniosłem się do 
niego tutaj:

Pamiętajmy jednak o nowych, przygodnych gościach.
Ćwiczmy dalej jasność wywodu i zwięzłość. Mamy rezerwy :)

Punktem odniesienia jest oczywiście Klasyczna Architektura Analiz
(pierwszy slajd wpisu startowego wątku.

Czyli wzajemne usytuowanie trzech (lub czterech, jeśli wydzielimy dodatkowo warstwę kostek OLAP) warstw architektury środowiska informatycznego, wspierającego proces analizy.

Tezą główną wątku jest, że poważna część analizy biznesowej odbywa się w Excelu.
Ten ostatni, przez "główny nurt" informatyki biznesowej, nazywającej samą siebie "Intelligence", traktowany jest jak Kopciuszek, któremu każe się wydłubywać ziarenka maku z popiołu.
I to szybko! Bo jak wróci macocha, czyli szef, a raport nie będzie gotowy, to będzie źle!

"Wyciągniesz sobie to wszystko jakoś z BI-aja". Powiedział szef/macocha i wyszedł na naradę.

Analityk ma się zadowolić klawiszem "Export do Excela" a potem - "niech się martwi sam".
I daje sobie "jakoś" radę.
Zespół, do którego należę, pełni w tej bajkowej metaforze rolę ptaszków, które pomagają Kopciuszkowi.

Taka jest praktyka - od kilkudziesięciu do stu procent analiz w Excelu!- we wszystkich firmach, znanych mnie i kilku członkom zespołu, do którego należę.
W tej liczbie znajdują się ogólnoświatowe firmy z listy Fortune 500.

Mamy kilkudziesięcioletnią praktykę w zakresie analiz biznesowych. Również w dużych firmach.
Ale jeszcze do niedawna uważaliśmy, że problemy dające się porównać do kłopotów Kopciuszka z makiem w popiele dotyczą firm małych, średnich oraz dużych - ale polskich. Bo te zagraniczne na pewno lepiej się sprawują.
Parę lat temu uświadomiliśmy sobie, że - nic podobnego!
To jest problem ogólnoświatowy. A "architektura klasyczna" - to w istocie "architektura błota", w której dane wsadza się do wózka inwalidzkiego z napisem "Eksport do Excela".
Slajdy drugi i trzeci wpisu startowego tego wątku.

I prawdziwe życie, a właściwie - prawdziwa analiza dopiero się wówczas zaczyna.

To jest punkt wyjścia i punkt odniesienia do rozważań.

Problem bezpieczeństwa w architekturze SOA

Problem bezpieczeństwa był przedmiotem żywej dyskusji na Golden Line na moim wątku.
Wypracowałem sobie dzięki temu pewne stanowisko, które jest jej dorobkiem.

Oto ono.

1) Dostęp do danych
W tych wdrożeniach, z którymi mieliśmy do czynienia, dostęp do odpowiednich danych ZAWSZE był warunkiem koniecznym sporządzenia raportu. 

Czy może ktoś się spotkał z sytuacją, że raport się sporządza bez dostępu do danych? Ja nie.

Co najwyżej trzeba odczytywać dane z WYDRUKU.
Znam przypadek, że pewien łebski analityk (Polak, notabene) napisał program odczytujący EKRAN monitora. Bardzo sprytny. 
Udzielono mu uprawnienia do patrzenia w ekran i on z tego skorzystał.

Zrobił furorę w pewnej wielkiej europejskiej firmie samochodowej, wykorzystującej renomowany system. Na literę S. Polski oddział tej firmy został uznany za najbardziej zaawansowany we wdrożeniu owego systemu S.

To była architektura pre - SOA :)

Dlatego radzę - zamiast hejtować - MYŚLEC. Hejtowaniem na bzdurnych w waszym mniemaniu wątkach dotyczących architektury analiz, nie zrobicie kariery.
(To była uwaga do dyskutantów na moim wątku na GL. Tutaj marzę o jakiejkolwiek dyskusji. Bezskutecznie :) )

Podsumowując:
Jeśli sporządzenie raportu wymaga dostępu do danych na poziomie faktów a nie ich agregacji, to bez tego dostępu - raportu nie da się stworzyć.
To jest rzeczywista implikacja.

Dostęp do danych źródłowych nie jest naszym kaprysem, tylko biznesową potrzebą.

2) Możliwość ustawiania konkretnych uprawnień 

Możliwości nadawania uprawnień do konkretnych poziomów agregacji, z agregacją zerową włącznie 
oraz
interface w jakim będą nadawane (pewnie jednak nie skoroszyt Excela :) 
a także
decyzja ile i jakie role systemu będą odpowiedzialne za ich nadawanie....

powinny być ustalone na etapie projektu produktu - systemu informatycznego wspierającego analizę biznesową. Oczywiście mającego architekturę SOA.

3) Nadanie uprawnień 
to sprawa, którą należy rozstrzygać na etapie projektu wdrożenia systemu, a weryfikowane podczas jego eksploatacji.

 Wydawnictwo Helion - pliki przykładów z wydanych książek informatycznych, jak ściągnąć? Wpis nie sponsorowany Helion wydaje ważne dla mnie ...