Kto to pisze i dlaczego uważa, że może...

Moje zdjęcie
Doświadczony. Hmmm. Może docenisz tę cechę? Nie wiem, czy warto. Doświadczenie to głównie to, czego bym nie radził Tobie powtarzać. Ale i tak zrobisz, co zechcesz...

piątek, 14 czerwca 2013

Chamstwo jest duszą dyskusji


Chamstwo jako gombrowiczowska forma * 

Najpierw cytat z Chama:

Cytuję najpierw in extenso takiego mojego gościa, którego Opatrzność mi przeznaczyła. Nie zmieniam ani litery w jego tekście. Swój skracam, przeredagowuję, dla większej czytelności. Link do tekstu oryginalnego jest na początku. Trzeba jednak mieć konto na Golden Line’ie.

„tak jak pisałem... mitoman i stary pierdoła. Podsumujmy te fefnaście tysięcy znaków:
- SpOA nie doczekała się praktycznego wdrożenia
- Gardziński i Rumiński nigdy nie widzieli dużej korporacji (nie mówiąć o tych F500). Ich lista referencyjna wyraźnie wskazuje na to z kim pracowali
- Tandem wyciągaswoje wnioski na podstawie szkoleń z MS Excel i narzekań ciotek-klotek (głównie z firm po PRL-owskich. Z firm tych tandem również jest wykopywany na zbity pysk natychmiast po przejęciu)
- Tandem specjalizuje się w odkrywaniu pojęć i rozwiązań, które istnieją od dawna
- od 18 lat rewolucyjny produkt i rewolucyjna architektura znajdują zastosowanie jedynie tam gdzie MS Excel służy jako jedyne rozwiązanie. Produkt jest totalną klapą runkową”

Kursywą cytuję fragmenty tekstu Chama, do których się odnoszę.

A teraz moja odpowiedź:

(…) odpowiem wyjątkowo Nadwornemu Chamowi. Swoją „szczawiową frazą” zrobił ciekawe podsumowanie, które daje okazję, żeby mu przeciwstawić moje.

„tak jak pisałem... mitoman i stary pierdoła. Podsumujmy te fefnaście tysięcy znaków:”

Nowa Kultura Korporacyjna :)

„-(1) SpOA nie doczekała się praktycznego wdrożenia
- (2) Gardziński i Rumiński nigdy nie widzieli dużej korporacji (nie mówiąć o tych F500). Ich lista referencyjna wyraźnie wskazuje na to z kim pracowali
(3) Tandem wyciągaswoje wnioski na podstawie szkoleń z MS Excel i narzekań ciotek-klotek (głównie z firm po PRL-owskich. Z firm tych tandem również jest wykopywany na zbity pysk natychmiast po przejęciu)”

ad (1) SOA jest koncepcją nową, więc (w "kanonicznej formie") nie doczekała się jeszcze wdrożenia. Ale jej elementy kształtowały się stopniowo w ciągu kilkudziesięciu lat praktyki. I zostały sprawdzone pozytywnie. Teraz kolej na realizację SOA w całości. Będą wiadomości...

Dochodzę pomału do wniosku, że koncepcja SOA nie jest wcale taka prosta. Jak dla kogo...
To minimalizuje ryzyko, że ją nam ukradną :)

SOA jest czym innym niż nasz produkt - AFIN. Który faktycznie, jest produktem dojrzałym, sprawdzonym w bojach od wielu lat. Teraz w nowej odsłonie, jako Afin.net.
Ofensywa będzie i klapa nie jest przesądzona :)

ad (2)
a) Jesteśmy doświadczonymi specjalistami analizy biznesowej prowadzonej standardowymi narzędziami, używając niestandardowych umiejętności i oryginalnych koncepcji.
Nie zaprzeczam, że ja osobiście, zaczynałem od pracy w firmach PRL-owskich. (…)

b) Fakt: nigdy nie pracowaliśmy w kołchozie, zwanym „dużą korporacją”. Ale współpracowaliśmy z największymi. Nas tam zapraszali, nie - wpuszczali. I płacili. I dalej płacą. „Nasi ludzie” zaś zdobywali pozycję cenionych analityków również w korporacjach z listy F500. Zawdzięczali to swoim zdolnościom i wiedzy. Część tej wiedzy, właśnie związanej z prezentowaną tu koncepcją uzyskali u nas.

ad (3)
Do koncepcji SOA potrzebne nam były (ale tylko, jako uzyskanie psychologicznego przełomu) dopiero "narzekania" analityków z korporacji z listy F500 :) A na szkoleniach proponujemy rozwiązania, które często okazują się dla uczestników (żeby nie używać "przesadnych" określeń) - przydatnym w ich pracy podejściem.

To nas umacnia w przekonaniu, że sugestia, iż w korporacjach obowiązują inne, lepsze zasady niż w "firmach peerelowskich" ma dość słabe podstawy. I to JEST odkrycie, prawda?

Tytułem przykładu: Oto tryumfalny cytat z "case'u wdrożenia", wybrany przeze mnie z podrzuconych mi przez innego dyskutanta:

"Zwiększyliśmy świadomość (podkr.moje) przyczyn powstawania kosztów, gdyż teraz koszty te są porozbijane na poszczególne ośrodki decyzyjne, a każdy Dyrektor Biura ma możliwość bieżącej kontroli tych kosztów"

Dla mnie, po prostu, trąci myszką. Jest za to przedmiotem podziwu nowych wykształciuchów. :)

Taką "świadomość" zdobywały lata temu „peerelowskie firmy”, jeśli dostawały porządny system finansowo-księgowy.

To mnie umacnia w przekonaniu, że większość BI-Ajów to po prostu bardziej lub mniej udane generatory raportów. Z zabetonowaną przez obłędne „koncepcje uprawnień” strukturą bazy danych.

A Cham swoje:
„- Tandem specjalizuje się w odkrywaniu pojęć i rozwiązań, które istnieją od dawna
- od 18 lat rewolucyjny produkt i rewolucyjna architektura znajdują zastosowanie jedynie tam gdzie MS Excel służy jako jedyne rozwiązanie. Produkt jest totalną klapą runkową”
( … )
Proszę zwrócić uwagę na wytłuszczoną (przeze mnie) tezę Chama.
Jest akurat dokładnie odwrotnie. Jeszcze do tego wrócę, kontynuując „wątek praktyki”, (…).

Od wielu miesięcy wyjaśniam, jaka była geneza koncepcji. (…)
Cytuję fragment publikacji na temat SOA, którą podlinkowałem pół roku temu na tym wątku:

„Niniejsza publikacja jest skutkiem kilkuletniej pracy nad rozwinięciem, uściśleniem i ogłoszeniem nowego paradygmatu architektury środowiska analiz biznesowych. I jest adresowana szczególnie do analityków dużych firm.”

Nie jest to „mitomania”, tylko fascynujące doświadczenie, iż coś - odkryte „w garażu”, okazało się przydatne w wielkiej korporacji.
A nawet wpływa korzystnie na karierę kogoś, kto te koncepcje rozumie i wdraża, jest samodzielny i oryginalny.

Bo nie wystarczy coś zrozumieć. Jeszcze trzeba pomyśleć. Ten wątek (na Golden Line - przyp.KR) jest okazją dla czytelnika, który w wielkiej korporacji chce wypłynąć! :)

Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się ogłosić naszą koncepcję. Ze względu na podlinkowany case z firmy z listy F500. Bo się okazało, że „koncepcje z garażu” stają przedmiotem szkoleń w zagranicznych oddziałach korporacji, jako koncepcja wypracowana w polskim oddziale.
Może to nie jest coś wielkiego, godne nagrody Nobla.(…)
Koniec mojej wypowiedzi w TEJ "dyskusji".

Nadwornemu Chamowi zawdzięczam okazję do wyjaśnienia genezy koncepcji i uściślenie informacji o naszym doświadczeniu ze współpracy z korporacjami (nie z jedną) z listy F500.

Podziękować.

-----------------------------------------
Zaobserwowałem godne uwagi zjawisko: czasem ciekawe zarzuty są formułowane w nieciekawej formie.

Wyznaję zasadę, że wypowiedzi poniżej pewnego poziomu się nie komentuje.

Brak szacunku dla rozmówcy wyklucza dialog, bo wówczas istnieje prawdopodobieństwo bliskie pewności, że żadne argumenty "broniącego" do "atakującego" nie trafią. „Atakujący” zakłada bowiem z góry "wyższość intelektualną i moralną", więc przekonanie się o pomyłce byłoby autokompromitacją. 
I tak zatrzaskuje pułapkę zastawioną … na samego siebie.

Mówicie, że to off-top na blogu o Excelu?
Chwileczkę, to tylko niezbędne wprowadzenie. Musiałem się odciąć zdecydowanie od nieakceptowalnej formy, obelg i obraźliwych spekulacji.

Ale te same wątpliwości można przecież było zgłosić w formie parlamentalnej.
Mam nadzieję, że moje „tłumaczenie się”, spełni również formę tłumaczenia z chamskiego na polski.